Wielkie emocje, walka do utraty tchu i rywalizacja na olimpijskich arenach. Sara Twardowska zakończyła swój udział w XXV Igrzyskach Olimpijskich Niesłyszących w Tokio. Choć wraca bez medalu, jej postawa na korcie i dotarcie do ćwierćfinału pozwoliły jej obronić tytuł liderki światowego rankingu.

W dniach 15-26 listopada 2025 roku oczy sportowego świata niesłyszących zwrócone były na stolicę Japonii. To tam, w Tokio, o medale w 21 konkurencjach walczyli najlepsi atleci globu. Wśród nich nie zabrakło silnej reprezentacji Polski, a jednym z najmocniejszych punktów kadry była nasza lokalna gwiazda tenisa – Sara Twardowska.

Japońska precyzja i cesarskie powitanie

Impreza w Tokio stała na niezwykle wysokim poziomie organizacyjnym, nawiązując do atmosfery „dużych” Igrzysk z 2021 roku. Dla zawodników było to wyjątkowe przeżycie, co podkreśla sama zawodniczka:

„Gospodarze stanęli na wysokości zadania i nadali imprezie uroczysty ton. Podczas ceremonii otwarcia witali nas członkowie rodziny cesarskiej, szefowa japońskiego rządu oraz władze Tokio, z panią gubernator na czele. (…) Jako tenisistka miałam zaszczyt rywalizować na obiektach, gdzie rozgrywano turniej olimpijski w 2021 r.” – relacjonuje Sara Twardowska.

Dreszczowiec w 1/8 finału i walka z późniejszą mistrzynią

Sara Twardowska poleciała do Japonii w roli faworytki. Od stycznia 2025 roku nieprzerwanie zajmuje pozycję liderki światowego rankingu niesłyszących tenisistek, dzięki czemu w turnieju singlowym została rozstawiona z numerem 1.

Rywalizację rozpoczęła od pewnego zwycięstwa w II rundzie nad Chinką Yan Sun (6:1, 6:1). Jednak prawdziwy horror z happy endem rozegrał się w 1/8 finału. Polka zmierzyła się z utytułowaną Amerykanką, Emily Hangstefer.

„Po zaciętym i bardzo emocjonującym pojedynku wygrałam 4:6 6:2 7:6” – wspomina Twardowska.

W walce o strefę medalową (ćwierćfinał) nasza tenisistka trafiła na Polinę Smirnovą, występującą pod flagą neutralną. Był to mecz na szczycie. Mimo ambitnej postawy, Twardowska musiała uznać wyższość rywalki, przegrywając 4:6, 3:6. Warto jednak dodać kontekst – Smirnova okazała się bezkonkurencyjna, wygrywając całe Igrzyska bez straty seta.

„Oczywistą sprawą jest to, że po takiej przegranej czułam ogromny niedosyt, ale z drugiej strony wiedziałam, że walczyłam do utraty tchu i zostawiłam na korcie całą siebie. (…) Na otarcie łez została mi świadomość, że mecz przeciwko mnie nie był dla niej spotkaniem do jednej bramki” – ocenia szczerze nasza zawodniczka.

Gra podwójna i utrzymanie tronu

Oprócz singla, Twardowska wystąpiła również w miksie w parze z Jackiem Kalinowskim. Polski duet po zwycięstwie nad parą z Turcji dotarł do 1/8 finału, gdzie uległ reprezentantom Włoch.

Mimo braku medalu, wyprawa do Tokio to sukces sportowy i mentalny. Dzięki dotarciu do ćwierćfinału, Sara Twardowska obroniła swoją pozycję na szczycie światowych list.

„Start w Tokio był wspaniałą przygodą i realizacją celów, jakie przyświecały mi podczas powrotu na korty. W najśmielszych snach nie mogłam przypuszczać, że pojadę na Olimpiadę jako liderka rankingu, a jednak to się stało” – podsumowuje Twardowska.

Nasza tenisistka zapowiada, że to nie koniec jej walki o najwyższe cele. Doświadczenie z Tokio ma być paliwem do dalszej pracy. Gratulujemy postawy i trzymamy kciuki za kolejne występ!