
Mecz, który miał być prostym zadaniem dla podopiecznych Krzysztofa Mullera, zakończył się niespodziewanym rozczarowaniem. Gospodarze ze Stolemu Gniewino przed tym spotkaniem nie mieli na koncie żadnego punktu, natomiast Gryf Słupsk mógł pochwalić się sześcioma oczkami zdobytymi w trzech kolejkach.
Pierwsza połowa pod dyktando Gryfa
Od pierwszych minut to „Trójkolorowi” narzucili swoje tempo i kontrolowali wydarzenia na murawie. Sytuacje bramkowe powinny zamknąć wynik meczu jeszcze przed przerwą. Niestety, brak skuteczności i pechowa kontuzja Damiana Mosiejko, który już w 15. minucie musiał opuścić boisko, osłabiły ofensywę gości.
Wymarzony początek drugiej połowy
Zaraz po wznowieniu gry Damian Wojda zdobył bramkę dla Gryfa, dając kibicom nadzieję na pewne zwycięstwo. Niestety, kolejne minuty zamiast podwyższenia prowadzenia przyniosły dużo chaosu, szarpaną grę i coraz więcej nerwów po obu stronach.
Gol z rzutu karnego i remis na koniec
W 80. minucie spotkania los uśmiechnął się do gospodarzy. Po zagraniu ręką jednego z zawodników Gryfa sędzia podyktował rzut karny. Kamil Patelczyk wykorzystał „jedenastkę”, ustalając wynik na 1:1.
Niewykorzystana szansa Gryfa
Remis na wyjeździe w teorii nie jest złym rezultatem, jednak w tym przypadku trudno mówić o sukcesie. Gryf Słupsk miał wszystko, by wywieźć ze Gniewina trzy punkty. Zamiast tego pozostaje poczucie straty i niedosytu.







