Toruń i jego piłkarska mapa to nie tylko derbowa rywalizacja, ale przede wszystkim walka o przyszłość młodych zawodników. Dyrektor Sportowy KS PomorzaninŁukasz Wróblewski, w szczerej rozmowie odsłania kulisy funkcjonowania akademii wyróżnionej Brązowym Certyfikatem PZPN, definitywnie ucinając spekulacje o „wojnie” z lokalną Elaną. Czy IV liga to szczyt marzeń, czy poligon doświadczalny, a wynik w tabeli juniorów jest wart poświęcenia rozwoju jednostki? Odpowiedź na to pytanie zmienia perspektywę na szkolenie w całym regionie.

Łukasz Wróblewski, trener/prezez KS Pomorzanin Toruń

Robert: Toruń to miasto specyficzne, z silnymi tradycjami w różnych dyscyplinach i wyraźną rywalizacją piłkarską z Elaną. Jaki jest dziś pomysł na KS Pomorzanin? Co jest Waszym „Unikalnym Punktem Sprzedaży” (USP), którym przekonujecie rodzica 7-latka, że to właśnie do Was, a nie do lokalnego rywala, warto przyprowadzić dziecko?

Łukasz Wróblewski: Toruń jest miastem ambitnym sportowo i… dość wymagającym. Rywalizacja z Elaną jest faktem, ale my od początku nie budowaliśmy Pomorzanina w kontrze do kogokolwiek. W Toruniu są dwa silne kluby z pełną drabiną szkoleniową: Pomorzanin i Elana. Im silniejszy będzie nasz klub tym mocniejsza będzie również Elana. Naszą ambicją jest stworzyć zespół seniorów złożony w większości z naszych wychowanków – chcemy grać na poziomie IV ligii i promować młodzież. Ambicją Elany jest szczebel centralny wiec konkurencja w piłce seniorskiej musi powoli zmierzać do przekształcenia we współpracę – finalnie naszym wspólnym celem musi być rozwój piłki w regionie!

Klub budujemy w oparciu o sensowny proces. Naszym USP nie jest hasło marketingowe, tylko odpowiedź na pytanie rodzica 7-latka: „Czy moje dziecko będzie tu dobrze prowadzone — sportowo i wychowawczo?”

Odpowiedź brzmi: tak, bo mamy strukturę, ludzi i spójność. Zweryfikowało to przyznanie naszemu klubowi Brązowego Certyfikatu PZPN. Nie obiecujemy kariery w Ekstraklasie w wieku 12 lat. Obiecujemy rozwój, bezpieczeństwo i sensowną ścieżkę — a to w długim terminie wygrywa z obietnicami bez pokrycia. Chcemy wychowywać najpierw dobry ludzi dopiero w kolejnym etapie sportowców.

„Nie sztuką jest nazwać się liderem”. Wojciech Krasucki o budowie DNA Gryfa, walce z „betonem” i marzeniu o zjednoczeniu Słupska

Robert: Jako Dyrektor Sportowy spina Pan całość struktury. Czy Pomorzanin ma spójną, spisaną metodologię szkolenia, która obowiązuje w każdej grupie wiekowej? Czy dążycie do tego, by model gry drużyny U15 był kompatybilny z tym, co gra pierwszy zespół?

Łukasz Wróblewski: Tak — mamy spisaną i wdrażaną metodologię szkolenia w piłce dziecięcej opartej o program szkolenia PZPN. My uwypuklamy rozumienie gry, rozwój poprzez tworzenie środowiska, nie skupiamy się na kolejnym „wygrywaniu weekendów”.

Odnośnie piłki młodzieżowej jestesmy na etapie tworzenia elastycznego modelu szkolenia opartego o zasady i zachowania a nie zamknięty model gry w danym systemie. W tym działaniu istotną rolę odgrywa Kamil Wojkowski z którym poznaliśmy się na kursie Dyrektora Akademii PZPN – co poskutkowało nawiązaniem współpracy i obecnością doświadczonego w pracy w profesjonalnych akademiach fachowca. Kamil pracował m.in. w Legii Warszawa czy Widzewie Łódź. Wypracowane założenia można podsumować w kilku punktach:

Nie chodzi o to, żeby U15 grało identycznie jak seniorzy, tylko żeby:

  • rozumiało te same zasady gry,
  • posługiwało się tym samym językiem piłkarskim,
  • wiedziało, dlaczego coś robi, a nie tylko jak.

Nasza rola to pilnowanie, żeby ta logika nie kończyła się na PowerPoincie, tylko realnie funkcjonowała na boisku. Zaczynamy wdrażać konkret.

Robert: Region jest trudny – blisko stąd do silnych akademii w Trójmieście, Poznaniu czy Warszawie. Jaka jest strategia klubu, gdy po Waszego wyróżniającego się 14-latka zgłasza się topowa akademia z Polski? Staracie się go zatrzymać, budując „twierdzę Toruń”, czy raczej ułatwiacie transfer, licząc na ekwiwalent i dobre relacje?

Łukasz Wróblewski: Nie budujemy „Twierdzy Toruń”, bo piłka nożna to nie średniowiecze.

Jeśli topowa akademia zgłasza się po naszego zawodnika — to znaczy, że dobrze wykonaliśmy swoją pracę. Chcemy być klubem, który wychowuje i wypuszcza, a nie takim, który trzyma na siłę i traci reputację w środowisku. W Pomorku jest miejsce dla zawodników których ambicją jest wypłynięcie na poziom zawodowy jak i dla tych którzy piłke traktują amatorsko i chcą się po prostu dobrze bawić uprawiając sport. A sukces to składowa wielu czynników. 

Robert: Pomorska do seniora. To kluczowe zadanie Dyrektora Sportowego. Wasz pierwszy zespół gra obecnie na poziomie IV ligi/klasy okręgowej. Jaka jest jego nadrzędna rola w strukturze klubu? Czy jest to walka o awans za wszelką cenę (nawet transferami z zewnątrz), czy przede wszystkim poligon doświadczalny dla najzdolniejszych juniorów z Waszej akademii, gdzie wynik jest drugorzędny?

Twierdza czy trampolina? Koordynator Akademii Lechii: „Nie bawimy się w zamykanie drzwi na klucz”

Łukasz Wróblewski: Pierwszy zespół w Pomorzaninie nie jest ani „świętą krową”, której nie wolno ruszyć, ani laboratorium, w którym młodzież wrzuca się do składu tylko po to, żeby ładnie wyglądało w folderze. To świadomie zaprojektowany etap przejściowy pomiędzy akademią a piłką seniorską — miejsce, gdzie talent spotyka się z rzeczywistością. Jeżeli 16-latek:

  • rozumie grę,
  • ma odpowiednie nawyki treningowe,
  • jest gotowy mentalnie na rywalizację z dorosłymi,

to jego wiek przestaje być argumentem. Nie pytamy: „czy on jest wystarczająco stary?” Pytamy: „czy on jest gotowy na ten etap?” Dla takiego zawodnika pierwszy zespół nie jest celem samym w sobie, tylko kolejnym bodźcem rozwojowym — krótkimi wejściami, treningami z seniorami, oswajaniem tempa i intensywności. Bez presji „zbawiania drużyny” w wieku 16 lat. Z drugiej strony — doświadczony zawodnik nie jest u nas zaprzeczeniem rozwoju młodzieży. Chcemy wygrywać — bo sport bez rywalizacji traci sens. Ale awans bez tożsamości to tylko zmiana ligi w tabeli. Dla nas prawdziwym sukcesem jest: stabilny zespół seniorski, oparty na wychowankach wspieranych przez doświadczonych zawodników, z jasną ścieżką: akademia → senior → kolejny poziom. Bo wtedy pierwszy zespół nie jest końcem drogi. Jest platformą do dalszego awansu – daje możliwość walki o piłkę zawodową na wyższym poziomie.

Robert: Kiedy w akademii pojawia się zawodnik wybitnie uzdolniony, kto podejmuje decyzję o jego przyspieszeniu (przesunięciu do starszego rocznika lub seniorów)? Jakie macie procedury, by taki talent nie przepadł w zderzeniu z fizycznością starszych rywali?

Łukasz Wróblewski: Decyzje o przyspieszaniu rozwoju nie zapadają przy kawie ani pod wpływem emocji. To proces zespołowy: trener prowadzący, trener rocznika wyżej. To trenerzy wiedzą że mają do czynienia z kimś kto w danej chwili jest ponad średnią w pewnym środowisku. Mądrością jest dobranie takiego środowiska które będzie dawało zawodnikowi odpowiednią ilość rywalizacji i bodźców treningowych. Nasze zespoły młodzieżowe często są mieszanką kilku roczników. Np. w zespole Juniora A1 (U-19) mamy kilku chłopców 2007, większość z rocznika 2008, spora grupę z rocznika 2009 a na treningi włączamy również chłopców z rocznika 2010 czy 2011. Ważne jest to aby zawodnik w danym środowisku mógł wykonać odpowiednią pracę. W ostatniej rozmowie z Kamilem Wojkowski poruszaliśmy temat podziału jaki panuje w edukacji i sporcie młodzieżowym: System klasowo lekcyjny w oparciu o podział uczniów na roczniki powstał w XV wieku którego twórcą był Johannes Strum. Ten podział nadal obowiązuje. Badania naukowe jasno mówią że środowisko trzeba dobierać do indywidualnych potrzeb zawodników. 

Robert: Z czego Łukasz Wróblewski jest rozliczany przez Zarząd i z czego sam rozlicza swoich trenerów? Czy sukcesem akademii Pomorzanina jest wygranie ligi wojewódzkiej juniorów, czy liczba wychowanków, którzy w danym sezonie zadebiutowali w pierwszym zespole?

Łukasz Wróblewski:  Nie rozliczamy akademii z tabeli. Rozliczamy ją z ludzi i procesu. Nasze sukcesy to debiuty wychowanków w I zespole. Wejście w program certyfikacji PZPN. Nasi trenerzy wykonali kawał ciężkiej roboty organizacyjnej – trzeba pamiętać że 3 lata temu w klubie najmłodszym zespołem była drużyna młodzika. Dziś mamy pełna drabinke szkoleniową i prawie 300 zawodników. Naszym celem jest zwiększenie liczby dzieciaków bawiących sie w piłke w najmłodszych kategoriach – tu liczy się radość zabawa i zielona murawa. W piłce młodzieżowej chcemy wprowadzać odpowiednie standardy, które będą pomagały naszym trenerom wychowywać zawodników walczących w województwie w najwyższych ligach – ale ma być to tylko  narzędzie, które doprowadzi naszych wychowanków do piłki seniorskiej.

Robert: Mówi się, że największym kapitałem klubu są trenerzy. Jak wygląda proces rekrutacji szkoleniowców w Pomorzaninie? Czy na obecnym rynku trudniej jest znaleźć trenera z dużą wiedzą taktyczną, czy takiego, który jest świetnym pedagogiem i potrafi dotrzeć do „trudnej” współczesnej młodzieży?

Łukasz Wróblewski: Dobry trener to taki, który potrafi rozwijać zawodnika niezależnie od jego aktualnego poziomu. W naszej akademii pracujemy zarówno z dziećmi, które dopiero zaczynają swoją przygodę z piłką nożną, jak i z zawodnikami, którzy realnie pukają do poziomu zawodowego. Najważniejszym zadaniem trenera nie jest jednak wyłącznie szkolenie piłkarskie, ale wychowanie dobrego człowieka. To na tej podstawie budujemy zaufanie — zarówno wśród rodziców, jak i samych zawodników. Taktyki, systemów i metodyki można się nauczyć. Relacje trzeba umieć zbudować. I właśnie ta umiejętność jest dziś jedną z kluczowych cech dobrego trenera.

Robert: Presja rodziców to chleb powszedni. Czy jako Dyrektor Sportowy stworzył Pan systemowe rozwiązania, które chronią trenerów przed toksycznymi interwencjami rodziców? Jakie są u Was „żelazne zasady” komunikacji na linii klub-dom?

Łukasz Wróblewski: Na szczęście mamy ten obszar dobrze rozpoznany i zarządzany systemowo. Dużą wagę przykładamy do jakości komunikacji z rodzicami, a trenerzy wiedzą, jak reagować i jak stawiać granice.W poprzednim sezonie zorganizowaliśmy dla naszej kadry warsztaty z zakresu komunikacji, bo wiemy, że nawet najlepszy proces szkoleniowy bez dobrego dialogu przestaje działać. Podczas spotkań jasno informujemy rodziców: czym jest proces treningowy, jak działa presja u młodego zawodnika i na czym polega właściwa współpraca na linii trener – zawodnik – rodzic. KS Pomorzanin to klub, w którym wartości nie są hasłem na ścianie, tylko realnym punktem odniesienia w codziennej pracy. Szacunek, fair play i poszanowanie tradycji tworzą czytelne ramy komunikacyjne dla całej klubowej społeczności.

Robert: Toruń ma niezłą bazę, ale chętnych jest wielu. Jak ocenia Pan realia infrastrukturalne, w których funkcjonuje Pomorzanin? Czy dostępność boisk (zwłaszcza zimą) jest wystarczająca, by realizować profesjonalny proces treningowy dla setek zawodników?

Łukasz Wróblewski: Warunki są takie, jakie są — jak w większości dużych miast. Nie zawsze idealne, ale wystarczające do pracy, jeśli ma się plan i elastyczność. Oczywiście, infrastruktura to wyzwanie — szczególnie zimą — ale nie jest to dziś główny hamulec rozwoju. Ludzie i organizacja są ważniejsze niż metry kwadratowe murawy. Musimy wspólnie pracować razem z Wydziałem Sportu i MOSiR aby jak najlepiej wykorzystać ograniczone zasoby. 

Robert: Gdybyśmy spotkali się za 5 lat, w jakim miejscu chciałby Pan widzieć klub? Czy celem jest stabilny III-ligowy zespół oparty na wychowankach, czy może bycie najlepszą akademią w województwie, która co roku wysyła zawodnika w Polskę?

Łukasz Wróblewski: Chciałbym, aby Pomorzanin był klubem rozpoznawalnym w skali kraju jako miejsce solidnego, mądrego szkolenia. Z zespołem seniorów grającym w III lub IV lidze, w którym większość składu stanowią juniorzy – wychowankowie akademii, a co sezon kilku zawodników zalicza debiut na poziomie centralnym. Równolegle chcemy rozwijać piłkę dziecięcą w oparciu o Program Certyfikacji PZPN, z celem uzyskania srebrnej lub złotej gwiazdki. Jeśli to się wydarzy — będę spokojny. Bo to będzie oznaczało, że proces wygrał z przypadkiem

Dziękuję serdecznie za rozmowę.